Dwadzieścia jeden kilometrów dla Olka
Paula Korycka pobiegnie w październiku półmaraton w Palermo. Każdy z dwudziestu jeden kilometrów zadedykuje Olkowi Sitarzowi, młodemu kibicowi ŁKS-u, który walczy z SMA. – Olek nauczył mnie, że czasami nie trzeba mieć wielkich możliwości, żeby zrobić coś dobrego. Wystarczy zauważyć drugiego człowieka i zdecydować, że nie przejdzie się obok niego obojętnie – mówi ełkaesianka.
Nie lubi siedzieć z założonymi rękami. Nosi ją. Szuka rozwiązań. Kiedy usłyszała o Olku, od razu zaczęła się zastanawiać, co może zrobić.
Na co dzień jest dziennikarką Radia Łódź. Obecnie kończy prawo w biznesie, a wcześniej ukończyła Wydział Aktorski w Warszawskiej Szkole Filmowej oraz Wydział Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego. Jest także finalistką Miss 7 Continents i laureatką tytułu Miss Personality.
„Gdy jesteś jednym z Rodowitych to nigdy już nie będziesz sam” ⚪️🔴⚪️ W październiku ełkaesianka Paula Korycka przebiegnie ponad 21 kilometrów, żeby pomóc ełkaesiakowi Olkowi, który mierzy się z SMA 👏 ŁKS pomoże finansowo w realizacji tego przedsięwzięcia. https://t.co/gTkVkHTp49
— ŁKS Łódź (@LKS_Lodz) September 5, 2026
Na stadionie Króla jest po prostu Paulą – koleżanką z trybun, częścią łódzkiej społeczności i osobą, która nie przechodzi obojętnie obok cudzych problemów. Kiedy usłyszała o Olku, zaczęła kombinować, co może zrobić. Nie ma pieniędzy na kosztowne leczenie ani cudownego rozwiązania. Ma za to zapał, dwadzieścia jeden kilometrów do przebiegnięcia i trochę uwagi, którą jej start może przyciągnąć.
W październiku pobiegnie półmaraton w Palermo. Jej udział w zawodach sponsoruje piłkarski ŁKS.
– Kiedy usłyszałam o Olku, od razu pomyślałam, że nie chcę tylko powiedzieć, że jest mi przykro czy że trzymam za niego kciuki. Chciałam zrobić coś konkretnego. Nie jestem w stanie sfinansować jego leczenia, ale mogę wykorzystać to, co mam czyli ludzi wokół siebie, swoją pracę, swoje możliwości. Teraz mam też te dwadzieścia jeden kilometrów. Pomyślałam, że skoro mam okazję zrobić coś, co może zwrócić uwagę na Olka, to warto ją wykorzystać. Może ktoś dzięki temu dowie się o jego historii, może ktoś zdecyduje się pomóc. I właśnie o to mi chodzi – żeby tych dwudziestu jeden kilometrów nie przebiec tylko dla samego biegania, ale żeby za tym wyszło coś dobrego dla Olka – mówi Paula Korycka.
Olek Sitarz ma rdzeniowy zanik mięśni typu I. SMA odebrało mu możliwość chodzenia i samodzielnego siedzenia, osłabiło mięśnie, zamieniło rzeczy oczywiste dla innych dzieci w zadania, które trzeba zaplanować. Ale biegi zna dobrze. Tata pcha wózek, Olek siedzi z przodu i woła: „Tato, szybciej!”. Dziecięca frajda z bycia częścią czegoś jest silniejsza. Bo gdy odsunie się na bok wszystkie medyczne określenia, zostaje chłopak, który lubi las, wodę, piłkę, spotkania z kolegami i ŁKS. Chce być tam, gdzie coś się dzieje.
– Poznaliśmy się na jednym z biegów charytatywnych i później często mijaliśmy się na kolejnych. Olek bardzo często mnie wtedy wyprzedzał, bo tata pchał jego wózek, a ja czasami musiałam za nimi nadążać. I chyba właśnie to najbardziej zapadło mi w pamięć – jego radość z tego, że może być częścią biegu, że może być razem z innymi. Kiedy później dowiedziałam się więcej o jego historii, zobaczyłam w nim przede wszystkim nie chorobę, ale chłopaka, który kocha sport, ŁKS, swoich kolegów i chce być tam, gdzie coś się dzieje. Pomyślałam, że nie chcę, żeby jego historia była tylko opowieścią o SMA. Chciałam, żeby ludzie zobaczyli przede wszystkim Olka – takiego, jakiego ja poznałam na tych biegach.
Choroba nie daje rodzinie Olka wielu wolnych dni. Rehabilitacja. Fizjoterapia. Ćwiczenia oddechowe. Logopeda. Specjaliści, dojazdy, sprzęt. Jedna rzecz kończy się i zaczyna następna. Pod koniec lutego Olek przeszedł operację kręgosłupa z powodu postępującej skoliozy. Przed nim jeszcze wiele innych zabiegów. Lista wizyt nie mieści się w jednym kalendarzu.
– Właśnie to jest w Olku niezwykłe, że kiedy się z nim rozmawia, bardzo łatwo zapomnieć o tym wszystkim, co dzieje się wokół jego choroby. Jest bardzo szczery, mówi wprost, co myśli, i ma świetne poczucie humoru. Lubię ten jego dystans do różnych rzeczy, bo potrafi zażartować nawet wtedy, kiedy sytuacja wcale nie jest łatwa. Ma w sobie ogromną ciekawość świata i po prostu chce w nim uczestniczyć. Jak jest bieg, to chce jechać. Jak jest mecz, chce być na stadionie. Jak tata biegnie, on chce być razem z nim. I chyba właśnie to najbardziej mnie w nim ujmuje – że mimo tylu ograniczeń nie pozwala, żeby to one definiowały jego życie.
I właśnie dlatego Paula biegnie. Nie dlatego, że dwadzieścia jeden kilometrów cokolwiek w tej chorobie naprawi. Nie naprawi. Ale może sprawić, że ktoś zatrzyma się przy historii Olka o kilka sekund dłużej. Ktoś ją udostępni. Ktoś wpłaci pieniądze na rehabilitację, sprzęt albo kolejny wyjazd do specjalisty. Półmaraton w Palermo staje się więc pretekstem: skoro ludzie będą patrzeć na nią, ona skieruje ich wzrok gdzie indziej.
– Zawsze ścigałam się trochę sama ze sobą. Z własnymi wynikami, słabościami, z tym, co sobie założyłam, ale też z oczekiwaniami innych wobec mnie. Mówiłam o tym w filmiku promującym mój start. 18 października pobiegnę jednak dla Olka. I to będzie zupełnie inny bieg, bo Olek niczego ode mnie nie oczekuje. Nie interesuje go mój czas ani miejsce na mecie. Chcę po prostu dobiec do końca z myślą, że te kilometry mogą zrobić dla niego coś dobrego. Sam półmaraton w Palermo będzie wymagający, bo większa część trasy prowadzi pod górę. I chyba właśnie dlatego pomyślałam, że to może być też trochę symboliczne. Ja będę miała swoją trasę pod górę, a Olek każdego dnia ma swoją. Tyle że jego podbieg nie kończy się po dwudziestu jeden kilometrach. Może więc za każdym razem, kiedy będzie ciężko, przypomnę sobie, dla kogo biegnę. I właśnie dlatego ten bieg będzie dla mnie ważniejszy niż wszystkie poprzednie, bo pierwszy raz nie chodzi o to, żebym coś komuś udowodniła. Chodzi o to, żeby pobiec dla kogoś.
W domu Olka walka z SMA nie wygląda jak scena z filmu. To raczej powtarzalność. Ćwiczenia. Pasy, wózek, sprzęt, kolejne godziny rehabilitacji. Pilnowanie terminów. Sprawdzanie, co jeszcze trzeba zrobić, żeby nie stracić tego, co udało się zachować. Rodzice wiedzą, że choroby nie cofną. Chcą czegoś bardziej przyziemnego: żeby zabierała synowi jak najmniej. Żeby między jednym gabinetem a drugim zostało miejsce na mecz ŁKS-u, żarty i bieg z tatą. Jak najwięcej biegów z tatą.
– Myślę, że przede wszystkim zmieniło moje spojrzenie na to, co na co dzień wydaje nam się ważne. Bardzo łatwo narzekać na rzeczy, które w danym momencie wydają się ogromne, a potem spotkać kogoś takiego jak Olek i zobaczyć, ile pracy trzeba włożyć w rzeczy, które dla większości z nas są zupełnie naturalne. Nie chcę jednak patrzeć na niego przez pryzmat tego, czego nie może zrobić. Wolę myśleć o tym, co może i co chce robić. Olek nauczył mnie też, że czasami nie trzeba mieć wielkich możliwości, żeby zrobić coś dobrego. Wystarczy zauważyć drugiego człowieka i zdecydować, że nie przejdzie się obok niego obojętnie. Dla mnie pomaganie jest tak samo naturalne jak oddychanie. Nie mam wpływu na jego chorobę, ale mam wpływ na to, czy jego historia zostanie usłyszana. I jeśli mogę zrobić choćby mały krok w tym kierunku, to po prostu go robię.
Dwadzieścia jeden kilometrów. Pokonają ją razem, chociaż Olka przecież tam nie będzie. Ten bieg nie będzie historią o Pauli. Ona tylko chce przez kilkadziesiąt tysięcy kroków przypominać o chłopaku z Łodzi, który kocha sport, ŁKS i mecze na stadionie Króla. Chłopaku, który każdego dnia wraz z bliskimi dokonuje małych cudów, a kiedy tata podczas ich wspólnych biegów zaczyna lekko zwalniać, nie zastanawia się nad SMA.
Po prostu każe mu przyspieszyć.
Artykuł Dwadzieścia jeden kilometrów dla Olka pochodzi z serwisu ŁKS Łódź - oficjalna strona dwukrotnego Mistrza Polski.
Wpis pochodzi z kanału RSS źródła „ŁKS Łódź — strona oficjalna" — oryginał znajdziesz pod linkiem powyżej.